Biznes a niepełnosprawność

Rysunek przedstawia elegancko ubranego mężczyznę, w niebieskiej marynarce i białych spodniach, wskazującego prawą dłonią na siedzącą przy komputerze kobietę na wózku. W górnej części rysunku, powyżej głów przedstawionych postaci widnieje sześć figur szachowych.Samo zestawienie ze sobą tych dwóch słów może dziwić, a niektórych nawet szokować. Przyzwyczailiśmy się bowiem w Polsce do myślenia w kategoriach zależności osób z niepełnosprawnościami wobec właściwie wszystkich sektorów, z których biznes jest najistotniejszy z uwagi na swoje zasoby mogące zaoferować jakieś akcje charytatywne z korzyściami dla osób niepełnosprawnych.

Czy jest w tym coś złego, że raz po raz słyszymy, że biznes wspiera jakąś konkretną osobę, często bardzo znaną i z widoczną niepełnosprawnością w jakiejś spektakularnej akcji, przykładowo wspinania się na górskie szczyty, pływania czy biegania? Najczęściej są to właśnie aktywności sportowe. Nie, w tym nie ma nic złego. Problem leży gdzieś indziej, a mianowicie brakuje równorzędnego partnerstwa, które funkcjonowałoby obok relacji – biznes ci daje, a ty bierzesz.

Brak takiego partnerstwa jest między innymi przyczyną tego, że gdy mówi się o odpowiedzialnym biznesie, to nigdy albo prawie nigdy, nie kojarzą się z tym pojęciem działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Są one pozostawione sferze charytatywnej, relacji zależnej, dobroczynności. Zmiana tego stanu rzeczy jest niezmiernie trudna i będzie liczona w latach, a może nawet dekadach, ponieważ tak silnie zakorzeniła się ta relacja w mentalności obu stron. Na platformie „Ja w dostępnej firmie” sygnalizujemy to jednak już teraz i chcemy o tym powiedzieć otwarcie, bo relacja taka nie przynosi trwałych korzyści żadnej ze stron. Innymi słowy, nie jest to tak zwany business case, czyli biznes raczej nie zyskuje lub zyskuje krótkotrwale na wizerunku.

Nasuwa się więc pytanie, czy same osoby z niepełnosprawnościami coś zyskują. Te hojnie obdarowywane tak, ale zasadnicza większość nie, a w tym te, które w dostępnej firmie mogłyby pracować, ale nie mają wypromowanego przez telewizję nazwiska, nie przeszły spektakularnego wypadku, który poskutkował dużą i skondensowaną pomocą, nie są wreszcie nastawione na taki rodzaj zależności. Wszystkie te osoby tracą podwójnie, bo akcyjność ma to do siebie, że występuje raz na jakiś czas, często raz na rok. Gdy niepełnosprawność w tej sferze pozostaje, bywa, że pozostaje na zawsze. W normalnej, codziennej działalności firmy nie ma już miejsca na proces dostosowywania się, znajdowania rozwiązań organizacyjnych, technologicznych i praktycznych dla obecności w firmie osób z niepełnosprawnościami. My już mamy swoją akcję – ile razy słyszeliśmy taki argument od firm, w których chcieliśmy powiedzieć coś o dostępnej firmie w dostępnym otoczeniu.

Piszemy o tym, bo warto spróbować wyjść ponad akcyjność w relacji biznes a niepełnosprawność. Chcielibyśmy, aby było zupełnie jasne – wysiłek na tej drodze muszą ponieść obie strony, zarówno biznes, jak i osoby z niepełnosprawnościami z tym warunkiem, że od firm, jako podmiotów silniejszych, bogatszych i zorganizowanych, oczekujemy tego wysiłku więcej, bo na tym właśnie polega biznes odpowiedzialny społecznie.